Sunday, November 16

♫ endy yden - are you a wizard?

wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że ten blog przestaje mi być powoli potrzebny. nie wiem czy to dobrze czy źle, ale faktem jest, że w ostatnich miesiącach zmieniło się w moim życiu bardzo wiele. począwszy od tego, że mam nową fryzurę, skończywszy na nowym mieszkaniu i nowej pracy. wiele razy zamierzałam tu na bieżąco zdawać relację z moich aktualnych stanów emocjonalnych i przeżyć, ale najwidoczniej to wszystko znajduje teraz ujście w zupełnie innych obszarach, najwidoczniej rozmowy, które toczą się na balkonach, w kuchniach, kawiarniach i parkach, w zupełnością wystarczają, a uczucia zostają wewnątrz i nie ma już we mnie potrzeby tłumaczenia wszystkim wszystkiego. nie wiem czy był to syndrom trzydziestki czy efekt moich spotkań na saskiej kępie, ale te zmiany były mi bardzo potrzebne, a ich efekt jest bardzo pozytywny.

mieszkam teraz w samym centrum miasta, które w półmroku staje się moim osobistym nowym jorkiem. wszędzie stąd można pójść na piechotę, przy dobrej pogodzie także do pracy, do której mam teraz trzy razy bliżej niż wcześniej. zszedł mi z twarzy stres, siwe włosy rosną dużo wolniej, a przyjaźnie, które nawiązałam w poprzedniej firmie trwają nadal, mimo tego, że nie zaczynamy już dnia od wspólnej kawy. miło jest usłyszeć, że zawsze możesz wrócić, że będziemy czekać, ale równie miło jest pracować w normalnej atmosferze, która nie jest podszyta chciwą żądzą sukcesu i pieniądza, a już na pewno nie jest ucieczką od życia prywatnego i od samych siebie, na co naprawdę przykro jest patrzeć. 

pierwszy raz w życiu czuję, że mam wybór, że nie jestem na nic skazana, bo inaczej koniec świata, że nie muszę brać tylko dlatego, że dają. i to jest mega fajne uczucie, i - może to śmieszne - ale dla mnie też trochę nowe. zwłaszcza, że dzięki niemu życie nabiera innej jakości, inaczej się myśli, planuje, tęskni. serce już nie drga, a ciało nie wije się w spazmatycznych emocjach, wszystko dzieje się ze spokojnym sercem, lekką głową i przejrzystą świadomością. uświadomiłam sobie również, że nie żałuję w swoim życiu absolutnie niczego, a zrobiłam naprawdę wiele głupot. co nie zmienia faktu, że dziś nie zdecydowałabym się wielu z nich już powtórzyć i wcale pierwsza część zdania nie przeczy drugiej. nie widzę po prostu powodu, dla którego pewne rzeczy miałabym przeżywać ponownie,  zwłaszcza , że część z nich wydarzyła się wyłącznie po to, żebym mogła się czegoś o sobie nauczyć i mam wrażenie, że wnioski, które miałam wyciągnąć, zostały w końcu wyciągnięte.

Friday, October 17

dwa lata później



(teraz, kiedy wszystko zostało wyciszone, kiedy nocami tylko ręka ślizga się na klawiaturze,  kiedy myśli się ślizgają, teraz może zdarzyć się już wszystko lub już nigdy nie zdarzy się nic.  może któregoś dnia znów miniemy się na chodniku, i znów nie będziemy w stanie mówić,  a może tym razem nawet nie będziemy wiedzieć, że to my.  a może będzie tak,  że się do siebie uśmiechniemy, spojrzymy na siebie ze zdziwieniem i po chwili  pójdziemy dalej, jakby nic się nigdy nie stało. może być też tak, że wpadniemy sobie w ramiona i odnajdziemy gdzieś to szczęście, które wtedy przeżywaliśmy. może będziemy sobie obojętni.  może któregoś z nas już nie będzie. może któregoś dnia zapomnimy, a może już do końca życia będziemy mieć się cały czas w głowach. może kiedyś jeszcze poznamy się na nowo.)

Thursday, October 16

Wednesday, October 15

30

Sunday, October 12

liście w herbacie, robaki w sałacie i pani na pianinie gra


miejsce:
charlotte - chleb i wino (warszawa, plac zbawiciela)